THE BLOG

29
Lis

Chatbot – historia, działanie i zastosowanie, czyli jak sztuczna inteligencja weszła do mainstreamu

Chatbot to program, którego zadaniem jest zastąpienie człowieka w szeroko rozumianej obsłudze użytkowników. Może odpowiadać na pytania internauty, prezentować ofertę, dopasowywać ją do zindywidualizowanych potrzeb, czy też wspierać podczas składania zamówień. Najlepsze programy same zadają pytania oraz inicjują rozmowy. Celem twórców chatbotów jest sprawienie, aby użytkownicy mieli wrażenie kontaktu z człowiekiem. W pierwszej części artykułu przybliżającego temat chatbotów skupimy się na tym, jak działają te programy oraz jak rozwijały się na przestrzeni lat.

Wczesne początki, późny rozwój

Dopiero w ostatnich kilkunastu latach sztuczna inteligencja zaczęła odgrywać ważne role w codziennym życiu przeciętnych ludzi. Mamy dziś do dyspozycji inteligentne telefony, czy aparaty przewidujące nasze oczekiwania i dostosowujące się do warunków otoczenia. Urządzenia uczą się na zachowaniach użytkowników, doskonale dostosowując się do naszych zwyczajów. Jednym z czynników świadczących o przyspieszonym rozwoju AI są coraz sprawniej działające chatboty, których historia zaczyna się jednak o wiele wcześniej, podobnie jak historia sztucznej inteligencji.

Początki chatbotów są związane z postacią Alana Turinga, geniusza zwanego ojcem komputera, czy też informatyki w ogóle. Pragnąc udowodnić inteligencję maszyny, która miała polegać na jej zdolności uczenia się, już w latach 50. XX wieku stworzył on tzw. test Turinga, który do dziś stosowany jest w celu ewaluacji efektywności chatbotów. Natomiast pierwszy program, który można nazwać chatbotem, został stworzony w roku 1966 przez Josepha Weizenbauma. Pierwszy chatbot – nazwany ELIZA – był dosyć prymitywny. Jego działanie opierało się na przekształcaniu stwierdzeń użytkownika w pytania, co rzeczywiście sprawiało wrażenie kontaktu z człowiekiem, jednak nie miało praktycznego zastosowania. Na powstanie przełomowego, inteligentnego chatbota trzeba było czekać aż do roku 1995. Wtedy to pojawił się program ALICE, który pod względem trafności odpowiedzi znacząco odstawał od swoich poprzedników. W XXI wieku rozwój chatbotów postępuje bardzo szybko, programy coraz lepiej radzą sobie z maszynowym uczeniem, powstają coraz lepsze algorytmy, a sprawność systemów i zasobność serwerów pozwalają chatbotom zbierać i wykorzystywać olbrzymie ilości danych.

Jak działa chatbot?

Dzisiaj prace nad rozwojem chatbotów podążają różnymi ścieżkami, co sprawia, iż programy są mocno zróżnicowane. Postaramy się jednak przybliżyć główne mechanizmy, które wykorzystują te inteligentne programy.

Pierwsze chatboty, takie jak ELIZA, wykorzystywały otrzymaną wiadomość, aby przekształcić ją w pytanie, co miało sprawiać wrażenie kontaktu z człowiekiem. Dzisiaj nadal można natknąć się na tego typu programy, jednak jak już wspomniano, nie są one zbytnio przydatne. Bardziej zaawansowane chatboty, popularne i przydatne, działają dzięki znajomości bazy słów kluczowych, a następnie ich rozpoznawaniu w wiadomościach użytkownika. W reakcji na frazę lub frazy algorytm generuje konkretną odpowiedź. Przykładowo, w programie wskazującym połączenia komunikacyjne użytkownik wpisuje nazwę przystanków, a system w odpowiedzi podaje numer łączącego je autobusu, pociągu czy tramwaju.

Nowoczesne chatboty – prawdziwa sztuczna inteligencja

Opisany powyżej mechanizm zapewnia jedynie obsługę na najbardziej podstawowym poziomie. Bardziej inteligentne chatboty są jednak w stanie udzielać precyzyjnych odpowiedzi na zróżnicowane pytania, a nawet same inicjują i prowadzą rozmowy. Jak to możliwe? Kluczową rolę odgrywa uczenie maszynowe, charakterystyczne dla coraz większej liczby programów typu chatbot. W tym przypadku uczenie maszynowe polega na zapisywaniu i analizowaniu przez system własnych odpowiedzi, rozmów z użytkownikami, a także zachowań internauty w odpowiedzi na działania programu. Chatbot analizuje olbrzymie ilości fragmentarycznych danych, wyciągając z nich wnioski. Przykładowo, chatbot konstruujący ofertę na podstawie odpowiedzi użytkownika na zadane przez program pytania może zapisywać wymianę wiadomości, uwzględniając wypowiedzi obu stron. Dokonując tego z tysiącami rozmów, jest w stanie sprawdzić, jakie schematy, wypowiedzi i odpowiedzi najczęściej prowadziły do skorzystania z zaprezentowanej finalnie oferty. Innymi słowy, chatbot analizuje, które jego akcje prowadzą do najlepszego dopasowania oferty do klienta. Tym samym staje się coraz efektywniejszy, stosując najskuteczniejsze działania, a rezygnując z tych, które nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.

Analogicznie do uczenia maszynowego chatboty analizują również język. Program bierze pod uwagę styl wypowiedzi użytkowników, dostosowując do niego swoje wiadomości. Ponadto, analizuje wymiany wiadomości, wnioskując, jakie frazy, słowa i zdania okazywały się w przeszłości najlepszymi reakcjami na poszczególne pytania, czy twierdzenia użytkowników.

Co nas czeka?

Już dzisiaj śmiało można stwierdzić, iż chatbot reprezentuje sztuczną inteligencję, która staje się coraz ważniejsza w codziennym życiu. Jak na razie programy wciąż popełniają błędy, nie zawsze rozumiejąc użytkowników, czy też formułując nieraz nielogiczne odpowiedzi. Z drugiej strony, przecież człowiek również jest omylny, nieustannie popełnia błędy, niepoprawnie analizuje wypowiedzi, a co gorsza często nie wyciąga z tego wniosków. Różnica jest zatem taka, że o ile ludzki mózg zdaje się nie mieć możliwości pokonania pewnych ograniczeń, o tyle chatboty już niedługo mogą zminimalizować zakres błędu do minimum.

Wiedząc, czym są chatboty i jak działają, zapewne chcielibyście się dowiedzieć, do czego warto je wykorzystać i jakie płyną z tego korzyści. Już niedługo na blogu pojawi się druga część artykułu, w którym pokażemy Wam, dlaczego chatboty są tak gorącym tematem i czemu ich potrzebujecie.

22
Paź

Kiedy wstawić wpis na Facebooku, Instagramie?

Treść publikowanych wpisów to oczywiście jeden z istotniejszych elementów sukcesu, ale co jeszcze jest ważne, aby przyciągnąć uwagę odbiorców? Otóż liczy się także pora wstawienia wpisu, a więc moment, kiedy największa ilość odbiorców zaczyna grasować w internecie. Wirtualny świat jest oczywiście dostępny dla nas całą dobę, ale można przypuszczać, że w pewnych godzinach serwowanie staje się bardziej intensywne. Są to tzw. godziny szczytu, kiedy niemal palą się złącza!

Kiedy Ty przeglądasz swój profil?

Wielu ludzi loguje się na swoim facebookowym profilu tuż po otwarciu oczu. Zgodnie ze statystkami, lubimy przeglądać nowości na naszych profilach społecznościowych będąc jeszcze w łóżku lub podczas porannej kawy. W nocy mogło się wiele wydarzyć, więc nad ranem w wirtualnym świecie aż roi się od wszelkich newsów i gorących, jeszcze ciepłych fotek znajomych. Tę wiedzę mogą wykorzystać osoby zawodowo zajmujące się obsługą kont firmowych w serwisach społecznościowych. Dobrze jest zatem przygotować jakiś post i zaplanować jego wstawanie w godzinach porannych, najlepiej między 7 a 9. Inne popularne godziny to 19-21, kiedy to większość ludzi uporała się już z wszystkimi obowiązkami dnia codziennego i bez wyrzutów oraz dla relaksu może odwiedzić profile społecznościowe. Późniejsze pory są już przeznaczone dla „nocnych Marków”, dlatego nie można na nie stawiać. Co ważne, nad ranem użytkownicy chętnie zapoznają się z contentem graficznym. Jest on dla nich mniej wymagający w odbiorze, kiedy umysł jeszcze do końca się nie przebudził. Uwaga więc dla speców od mediów – mniej tekstu, więcej atrakcyjnej grafiki na rano!

A jak jest w dni wolne i święta?

Każdy z nas lubi sobie troszkę pospać, jeśli jest to dzień wolny od pracy oraz innych obowiązków. Nie ma się więc co dziwić, że czas, w którym zapoznajemy się nowymi postami w mediach społecznościowych ulega zmianie. W soboty i niedziele największy ruch na Facebooku przypada na godziny 12-13. Wówczas to możemy liczyć na najwięcej odwiedzin naszego profilu, a informacja zamieszczona w poście trafi do szerszego grona odbiorców.

A jak jest na Instagramie?

Tutaj mamy nieco inną sytuację. Według doniesień, na Instagramie najlepsze dni do zamieszczania postów to poniedziałki, środy i czwartki. Trudno powiedzieć skąd taka zależność, więc może lepiej nie do końca wierzyć w statystki i zacząć samodzielnie eksperymentować badając, kiedy policzymy najwięcej odsłon. Podobno największą ilość odczytać zanotujemy w godzinach 11-13 i 19-21. Powszechni użytkownicy lubią zamieszczać swoje zdjęcia w godzinach szczytu, czyli 15-16, a więc trzeba mieć wówczas na uwadze spore utrudnienia związane z ładowaniem fotek. Filmy poleca się zaś ładować dopiero po 21, kiedy internet się nieco wycisza. Twitter to już całkowicie inna historia, więc może napiszę o tym w kolejnych artykułach. Tam, aby zyskać odbiorców warto postować dwa razy w ciągu dnia wykorzystując te same teksty.

08
Sie

Zrób selfie z wakacji – ale po co?

Zdjęcia zupy w restauracji, drinka czy nowej deskorolki są nam już bardzo dobrze znane. Chyba nie ma sytuacji, jakiej nie można by było sfotografować i umieścić na Facebooku, poza tymi, które ten portal chętnie cenzuruje. Nikogo więc nie zdziwi cała masa selfie z wakacji. Tylko po co właściwie użytkownicy oddają się takim praktykom?

Wakacyjne selfie ma wzbudzać zazdrość

Selfie ma wzbudzić zazdrość u innych. Spędzanie wakacyjnego urlopu w dalekim zakątku świata stało się obecnie zwyczajnie modne. Namiot nad jeziorem z grupką najlepszych przyjaciół już na nikim nie robi takiego wrażenia, jak wcinanie robaków w tajlandzkiej restauracji czy chodzenie boso po amazońskiej puszczy. Musi być ekstrawagancko, na granicy szaleństwa, ciekawie i wyjątkowo. Takie jest dzisiejsze selfie z wakacji, bo jak urlop, to musi być przecież jedyny w swoim rodzaju!

Internauta na wakacjach

Millenialsi to pokolenie ludzi liczących sobie 18-34 lata. Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Allianz Travel Insurance to większość mężczyzn z tej grupy wiekowej pragnie zabłysnąć fotkami z wakacji wśród znajomych. Udostępniane są te zdjęcia, na których wygląda się najlepiej (58%), natomiast fotki mające na celu ukazanie pejzażu lepszym, niż on był w rzeczywistości zamieszcza aż 52% z nich. Ponadto 27% pragnie wzbudzić wstawianymi zdjęciami zazdrość wśród swoich przyjaciół czy znajomych. Bardzo podobne wyniki uzyskano badając zachowania pokoleń generacji X (35-54 lata) oraz Baby Boomersów (+55 lat).

Oszukujemy i jesteśmy oszukiwani

Niejednokrotnie wstawiamy zdjęcia z wakacji, by zauroczyć nimi innych przebarwiając nieco i upiększając zaistniałe wydarzenia. Chcemy wyglądać ładniej, na co pozwalają nam narzędzia do obróbki zdjęć, ale to samo robimy też z pejzażami. Sytuacja, jaka stała się naszym udziałem również nie musi być tak wesoła, jak uśmiechy uwiecznione na zdjęciach. Ponad połowa badanych publikuje swoje wakacyjne zdjęcia z takim właśnie zamierzeniem, aby nieco ukoloryzować rzeczywistość. Ta sama grupa użytkowników daje się równocześnie nabrać na taki sam zamiar innych internautów. Jesteśmy więc zupełnie bezbronni wobec Photoshopa itp. programów, ale także osobistych póz, jakie chętnie przyjmujemy.

Planowanie podróży z Facebookiem

Portale społecznościowe to dziś bardzo częste źródło inspiracji do podróżowania. Ponad połowa Amerykanów twierdzi, że to właśnie zdjęcia innych użytkowników oraz umieszczane przez nich posty stanowią doskonałą inspirację do planowania kolejnych urlopów. Biorą oni przykład także z Instagrama (35%), Pinteresta (19%), Twittera i Snapchata (po 13%). Warto wspomnieć, że mężczyźni częściej dają się ponieść zdjęciom publikowanym na Twitterze, a kobiety na Pintereście. Czyżby więc portale społecznościowe spełniały lepszą funkcję w promowaniu wakacyjnych wyjazdów, aniżeli dedykowane reklamy, za które suto płacą biura podróży? Coraz więcej pojawi się zatem bloggerów podróżników, którzy za spędzanie cudownych wakacji otrzymają jeszcze wynagrodzenie.

04
Lip

Facebook handluje naszymi danymi?

Nie trzeba być nad wyraz bystrym, aby wiedzieć, że nasze dane personalne mogą być cenne. Zainteresowanych ich użytkowaniem nie brakuje, ale skąd można je pozyskać w najpełniejszej formie? Oczywiście to Facebook jest chyba najpopularniejszą platformą, na której chętnie umieszczamy wszystkie informacje o nas samych, choćby te prywatne. Jeśli w porę się przed tym nie otrząsnęliście, to przyszedł już na to najwyższy czas.

Korzystna wymiana danych personalnych

Jeszcze do niedawna wydawać by się mogło, że nikogo nie interesuje czy jesteśmy w związku, jaką mamy historię znajomości i co jest naszą pasją. Okazuje się jednak, że ciekawe może być dokładnie wszystko, co tylko nas dotyczy. Facebook przyznał się, że w ciągu ostatnich 10 lat rozpoczął współpracę z 60 firmami. Były to między innymi firmy produkujące smartfony, jak Blackberry, Apple, Samsung czy Microsoft.

Dlaczego doszło do wymiany danych?

W początkowej fazie tworzenia aplikacji, takich jak Messenger, konieczna była ścisła współpraca z producentami systemów operacyjnych, aby możliwe było funkcjonowanie tych aplikacji na konkretnych modelach telefonów. Oczywiście, zastrzeżono opcję eksploatowania informacji personalnych przez danych producentów telefonów. Chodziło głównie o konkretne ankiety, które miały być pomocne do wykorzystywania funkcjonalności tych aplikacji. Czy jednak na pewno nikt nie pokusił się o użytkowanie danych personalnych, jeśli już miał do nich odstęp? Tego nie wiemy, ale niestety możemy się domyślać.

To jak z tymi danymi?

Facebook odpiera zarzuty związane z udostępnianiem danych swoich użytkowników przez firmy produkujące telefony komórkowe. Twierdzi, że takie sytuacje nie miały miejsca, bynajmniej z tego, co jest im wiadomo. Wydaje się jednak, że panowie mogli się zwyczajnie dogadać między sobą, zrobić to za zamkniętymi drzwiami i wykorzystywać poufne informacje, jak im się tylko żywnie podobało. Czy ktoś mógł im tego naprawdę zabronić?

Aplikacja MyPersonality

Co jakiś czas pojawiają się kolejne wątpliwości dotyczące innych aplikacji Facebooka. Tym razem chodzi o MyPersonality, która powstała w 2007 z inicjatywy Davida Stillwella. Narzędzie to wykorzystywane było do przeprowadzania badań psychometrycznych i pobrało dane od ponad 6 milionów użytkowników. Niemal połowa z nich dała jej dostęp do własnego profilu Facebooka. Ten proceder mógł trwać wiele lat, więc nie wiadomo, do czego posłużyły wszystkie informacje, jakie udało się pozyskać. Obecnie trwają prace na ustaleniem, co rzeczywiście miało miejsce. Czy jednak można to jeszcze jakość naprawić? Wydaje się, że nie. Przecież dane, które wyciekły i tak trafiły już dawno w niepowołane ręce i zostały wykorzystane. Tego zdarzenia się już nie cofnie, a Facebook może teraz tylko pomachać szabelką i zagrozić zakończeniem współpracy z firmą. Tak to się zazwyczaj kończy, więc może zastanówmy się kilka razy zanim udostępnimy coś na Facebooku. Czy rzeczywiście warte jest informowanie świata o swoim obecnym partnerze, posiadanym samochodzie czy ilości dzieci?

05
Cze

Snapchat pogrąża się w kryzysie

Wszyscy z pewnością słyszeli o popularnej aplikacji społecznościowej na urządzenia mobilne, czyli Snapchat. Czy jednak chętnie z niej korzystamy? Z opublikowanych ostatnio danych jasno wynika, że liczba użytkowników Snapchata drastyczne spadła. Głównym powodem jest na pewno nowa aktualizacja, która zmienia interfejs. Jaka jest więc rzeczywistość?

Aktualizacja przyczynkiem do kryzysu

Przyszłość Snapchata nie ma jasnych kolorów. Instagram oraz Messenger królują, mają się świetnie i notują spore wzrosty. Kto by pomyślał, że strzałem w kolano dla Snapchata stanie się nowa aktualizacja? Swoją drogą, można by zapytać, dlaczego brnąć w nowe, skoro stare ma się dobrze? No i stało się. Użytkownicy jasno oświadczyli za pomocą petycji podpisanej przez 1,3 miliona osób i wysłanej do zarządu Snapchata, że domagają się powrotu do stanu sprzed aktualizacji. Wyraźnie nie chcieli tak odmienionego interfejsu, a także podziału jaki został wprowadzony w sekcji kontaktów. Rozdzielono treści na te tworzone przez celebrytów, znajomych oraz marki. Chciano ułatwić, ale się zwyczajnie nie powiodło.

Dlaczego warto słuchać odbiorców?

Petycja użytkowników nie spotkała się z przychylnym odbiorem reprezentantów Snapchata. To był kolejny błąd, ponieważ aplikacje społecznościowe tworzone są przecież wyłącznie dla nich. Widać, że w pewnym momencie Snapchat zakochał się sam w sobie i zdecydowanie dał się ponieść swojemu egocentryzmowi. Boleśnie to potom odchorował, ponieważ zgodnie ze statystykami, ilość odbiorców Snapchata spadła do poziomu sprzed dwóch lat. Z pewnością trudno będzie więc odbudować to grono zaufanej społeczności. Snapchat ugiął się i zrezygnował z aktualizacji nieco za późno, kiedy wykresy poszybowały już w dół. Na słabe notowania Snapchata wpłynęły także komentarze celebrytów, w których stawiali jasne zapytanie: „czy ktoś jeszcze korzysta w ogóle ze Snapchata?”

Użytkownicy Snapchata

To, co miało być główną zaletą Snapchata przez niektórych bywa odbierane jako wada. Mowa tu o znikających wpisach i zdjęciach, których później nie da się już odtworzyć. Pewnie dlatego docelowymi odbiorcami aplikacji mieli być, zgodnie z zamierzeniami, nastolatkowie. Okazało się jednak troszkę inaczej, ponieważ aż 1/3 użytkowników to potencjalni rodzice. A jeśli jest to doskonałe narzędzie zdrady, ze względu na znikające treści? Aż 36% osób, które korzystają z aplikacji są w wieku 18-24 lat. Ponad 60% wszystkich użytkowników przyznaje, że chętnie wysyła treści opatrzone różnymi filtrami, jak na przykład: „lanses- wymiotuję tęczą”. To bardzo ciekawe udogodnienia, dzięki którym być może Snapchat jeszcze oddycha. Niedawno wprowadzono jednak nowy sposób wyświetlania reklam. Są niemal żywcem ściągnięte z platformy YouTube, a więc można je pominąć dopiero po 3 sekundach. Przymus oglądania treści, które wcale nam nie odpowiadają na pewno odbije się trochę na wskaźnikach. Czy Snapchat może sobie jednak pozwolić na kolejny spadek zainteresowania?