Kategoria: Baza wiedzy

17
Kwi

Finsta podbija Instagram

Finsta, czyli mieszanka słów „fake” oraz „instagram” – takie zjawisko podbija dziś tę platformę i jednocześnie dzieli rzeczywistość na pół. Warto przyjrzeć się temu trendowi, aby nie być zaskoczonym, jak przyjdzie nam oglądać swojego znajomego w dwóch, zupełnie innych odsłonach.

Idealna, doskonała przestrzeń

Na Instagramie już od jakiegoś czasu królują zdjęcia niczym z Photoshopa. Przedstawiają osoby krystaliczne pod względem cery, uczesania, modowych stylizacji. W tle zaś widnieje niczym niezakłócona przestrzeń. Wszystko lśniące, doskonałe w swych proporcjach, uładzone. Jeśli zaś fotka przedstawia jedzenie, to ma ono perfekcyjną formę, podane w niezwykle estetycznej zastawie i niewątpliwie zachęca do spróbowania. Taki sposób ukazywania rzeczywistości jest z pewnością bardzo artystyczny. Zasługuje na docenienie i ciekawie się ogląda, a jednak jest pewien problem, bo ma on niewiele wspólnego z codziennością. Stanowi raczej wyreżyserowany wycinek czyjegoś życia, a nie jego autentyczny charakter. Stąd właśnie zrodził się swoisty bunt i podział na konta z filtrem i bez filtra.

Rinsta i Finsta

Jeśli konto oficjalne, w którym publikuje się zdjęcia idealne, reżyserowane i gdzie artystyczna odsłona jest wiodącą motywacją nazywa się Finsta, to drugie, te prawdziwsze konto pełne naturalności, będzie miało miano Rinsta. Instagram więc dzieli się na dwie platformy, co stanowi dość zjawiskową modę. Na konto Real Instagram, czyli Rinsta decydują się głównie osoby publiczne, które jednak chcą wyglądać naturalniej w oczach swoich znajomych lub rodziny. Nie zawsze mają ochotę pokazać wszystko, całą swoją codzienność szerokiej publiczności. Z drugiej zaś strony, dostrzegają pewną sztuczność artystycznej kreacji, jaką przecież sami tworzą. Moda i swoisty trend współczesnych social mediów sprawia, że nie potrafią się temu przeciwstawiać. Dodatkowo, można się w ten sposób doskonale wypromować. Rzadko która gwiazda czy celebrytka nie posiada dziś konta w mediach społecznościowych. Raczej nie można sobie na to pozwolić będąc na pierwszych stronach gazet, ponieważ to sposób na dość łatwe przedłużanie swojego „pięć minut”.

Finsta a pewność siebie

Z pewnością wielu użytkowników silących się na udostępnianie swoich krystalicznych i doskonałych estetycznie zdjęć odczuwa gdzieś wewnątrz siebie pewien zgrzyt fałszu. Muszą przecież najpierw precyzyjnie wyreżyserować całą sytuację przed kliknięciem zdjęcia. Zaraz potem można rozluźnić oddech, rozpiąć jeden guzik koszuli i wygodnie umościć się w fotelu, bez sztucznych póz i eleganckich ubrań. Funkcjonowanie w takiej bańce mydlanej może niekorzystnie wpływać na psychikę, stąd pojawia się potrzeba, by jednak stać się znowu prawdziwym. Dzięki Finsta wzrasta zatem pewność siebie, poczucie własnej akceptacji i realnego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Daje to na pewno wytchnienie, ponieważ podążanie za trendami za wszelką cenę może wpędzać w kompleksy, a nawet w depresje.

30
Sty

Facebook w polskim wydaniu

Czy można stworzyć polską wersję Facebook’a? Czy ktoś byłby tak szalony, aby podjąć się tego zadania? Tak! Znalazło się nawet dwóch takich!

Dwóch 16-latków z Polski

Sama idea portalu nie jest nowa, więc dwóch nastolatków z Polski nie odkryło w tym aspekcie Ameryki, jednak pewnego dnia podczas przerwy śniadaniowej w szkole, przyszedł im do głowy pomysł na nazwę nowego portalu. I tak polski Facebook będzie się nazywał Shock. Trzeba przyznać, że jest to chwytliwe i być może przyjmie się także poza granicami naszego kraju. Zamysł tego portalu społecznościowego jest poniekąd taki sam jak ten, którego twórcą jest Zuckerberg. Otóż dwóch nastolatków z Polski uważa, że warto poszerzać swoją grupę znajomych, a dziś to Internet przoduje w posykiwaniu przyjaciół. Szczególnie nastolatki dużo częściej zapoznają się w Internecie niż w realnym świecie. Dlaczego by więc ponownie tego nie wykorzystać?

Nowy, lepszy Facebook

Twórcy polskiego Facebooka, czyli ich osobistego projektu Shock, jak sami podkreślają, zauważyli pewną wadę tego popularnego portalu. Otóż uznali, że nie spełnia już swej podstawowej roli, a więc nie łączy i nie integruje ludzi między sobą, ale stał się raczej wyłącznie platformą reklamową. Usługą i miejscem, gdzie tylko podgląda się wstawione przez innych informacje i wpisy, ale nie nawiązuje żadnego kontaktu z ludźmi. „Naszym zdaniem to taki lepszy Facebook – tłumaczy Patryk Nawrocki. – Byliśmy standardowymi użytkownikami mediów społecznościowych. Aż zauważyliśmy, że mają jedną zasadnicza wadę. Zamiast stawiać na rozwijanie społeczności, zamykają użytkowników w grupie znajomych. Co robisz po zarejestrowaniu? Dodajesz znajomych i z nimi rozmawiasz. I na tym koniec – mówi.”

Od pomysłu do realizacji

Okazuje się, że aby stać się twórcą portalu społecznościowego, wcale nie trzeba być informatykiem. Patryk Nawrocki i Bartosz Wawrzyniak korzystali z zewnętrznych programistów, a pieniądze na ten celu otrzymali od rodziców, a więc swoich pierwszych sponsorów. Dwa lata roiły się w ich głowach pomysły na biznes, aż w końcu ustalili cel, zaczęli analizować modele biznesowe, sprawdzać różne koncepcje i wpadli na coś, co tylko teoretycznie zostało już mocno wyeksploatowane, czyli portal społecznościowy. Serwis już działa i gromadzi setki osób, nawet użytkowników zza granicy. Teraz tylko kwestia jego rozreklamowania i rozpowszechnienia. Wydaje się, że wciąż jest miejsce na tego typu projekty, ponieważ komunikacja w Internecie to jeden z najistotniejszych jego elementów.

Jakie są perspektywy?

Powszechny dziś Facebook traci na wartości, ponieważ z dnia na dzień staje się coraz bardziej komercyjny. W tej perspektywie można przypuszczać, że jest na rynku miejsce na coś takiego jak zupełnie nowy i świeży w swym założeniu pomysł łączenia ludzi między sobą. Nastolatkowie mają duże apetyty na sukces, są zmotywowani i obecnie poszukują sponsorów na rozwój aplikacji i dalsze wdrażanie nowych funkcjonalności.

07
Sty

Chatbot – historia, działanie i zastosowanie, czyli jak sztuczna inteligencja weszła do mainstreamu. Część 2

W poprzedniej części artykułu o chatbotach wyjaśniliśmy czym one są, jak działają oraz jaką mają historię. Dzisiaj przedstawimy Ci najczęstsze obecnie zastosowania chatbotów oraz wskażemy, dlaczego powinieneś zacząć z nich korzystać.

Chatbot jako narzędzie działu HR

Coraz częściej specjalistyczne boty wspierają zarządzanie zasobami ludzkimi. Z jednej strony pozwalają pracownikom działu HR zaoszczędzić nieco czasu, z drugiej optymalizują funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Przykładowo, kiedy pracownik ma jakieś pytanie dotyczące organizacji pracy, zwykle zwraca się z nim do kogoś z działu HR, zabierając mu cenny czas. Dzisiaj na wiele z tych pytań odpowiedzieć może chatbot, który przydaje się zresztą nie tylko w kontakcie z pracownikami, ale również z kandydatami. Inteligentne oprogramowanie bowiem coraz częściej samodzielnie przeprowadza wstępną rekrutację.

Jak wspomniano, chatbot nie tylko oszczędza czas pracowników, ale również usprawnia funkcjonowanie firmy. Wszystko za sprawą zbierania danych, ich analizowania i wyciągania wniosków. Rozmowy z pracownikami oraz kandydatami służą do wyciągania wniosków odnośnie atmosfery w pracy, możliwych korzystnych zmian, czy też skuteczności systemu rekrutacji.

Obsługa klienta

Prawdopodobnie najpowszechniejszym zastosowaniem chatbotów jest dziś obsługa klienta. Niemal każda firma usługowa lub sprzedażowa umożliwia kontakt przez chatbox, który czasami obsługują konsultanci, jednak coraz częściej zastępują ich boty. Umożliwia to 24-godzinną obsługę klienta, która nie generuje kosztów ze względu na brak konieczności zatrudniania konsultantów. Warto dokonać rozróżnienia chatbotów w tej kategorii, na oprogramowania udzielające podstawowych wskazówek, które w przypadku bardziej złożonych pytań odsyłają jednak do konsultantów, jak i na boty rozwiązujące także skomplikowane problemy.

Boty służące do obsługi klienta działają nie tylko jako chatboxy, lecz wspierają użytkownika w o wiele szerszym zakresie. Pomagają w składaniu zamówień, dokonywaniu zakupów, czy rezerwacji. Dobrym przykładem chatbota działającym w obsłudze klienta jest oprogramowanie udostępnione przez Pizzę Hut. Umożliwia ono dokonanie zamówienia bez wchodzenie na stronę restauracji, czy też uruchamiania jej aplikacji – wystarczy Messenger.

Niezastąpiony asystent użytkownika

Chatboty sprawiają, iż korzystanie z wielu usług staje się dla użytkowników o wiele prostsze. Za przykład niech posłuży asystent wyboru lotu, który na podstawie określonych przez klienta parametrów przedstawia mu dopasowane do jego potrzeb oferty. Często wystarczą szczątkowe dane, aby chatbot wygenerował trafne propozycje. Śmiało można stwierdzić, iż jako asystent użytkownika chatbot w wielu przypadkach jest efektywniejszy od człowieka, za sprawą analizowania obszernych danych w krótkim czasie.

Dlaczego warto wykorzystywać chatboty?

Dla przedsiębiorców, zwłaszcza tych intensywnie działających w sieci, pytanie nie powinno brzmieć, czy korzystać z chatbotów, ale w jakim zakresie je wykorzystywać. W kwestii obsługi klienta ich zastosowanie jest w zasadzie niezbędne, aby zaoszczędzić czas i pieniądze. Ponadto, chatboty gwarantują komfort prowadzenia firmy oraz usprawnienie jej działania. Wszystko za sprawą ogromnych ilości zbieranych przez nie danych, które można wykorzystać na wiele sposobów.

Wreszcie należy również wspomnieć o oczekiwaniach klientów, którzy chcą korzystać z botów. Gwarantują im one bowiem wygodę podczas wyboru usługi czy produktu, dokonywania zakupu, poszukiwaniu informacji i w wielu innych sytuacjach. Ponadto, firmy korzystające z nowych technologii, do których bez wątpienia należą chatboty, są postrzegane przez klientów jako bardziej innowacyjne, profesjonalne i godne zaufania.

02
Sty

6 narzędzi, które pomagają tworzyć treści marketingowe

Czy wiesz, że dzięki nowoczesnym aplikacjom oraz narzędziom można usprawnić tworzenie oraz publikację treści, jakie udostępniasz w internecie na potrzeby marketingowe? Przykłady konkretnych programów da się mnożyć, ale wybraliśmy dla ciebie kilka najlepszych, które już w pierwszych dniach nowego roku ułatwią ci pracę.

Kontentino

Zacznijmy od prostego programu, który pomoże ci się nieco zorganizować. Dzięki niemu wreszcie zaczniesz efektywnie zarządzać tworzonymi przez ciebie treściami, ale także dobrze je planować i umiejscowić w czasie. Bywa, że pojawia się w twojej głowie wyłącznie jedna myśl, którą warto zapisać, ale trzeba później do niej wrócić i na jej podstawie nadbudować cały post. To narzędzie znacznie ułatwi ci to zadanie.

Hashtagify

Przed autorami tekstu stoi także trudny wysiłek tzw. tagowania tekstu. Trzeba więc wpaść na wszystkie słowa kluczowe, które naprowadzą ewentualnych odbiorców na dany content. Jeśli nie potrafisz magicznie odczytywać zapytań czytelników, to posłuży ci do tego hashtagify, który zasugeruje jakimi hasthtagami opatrzyć tekst, zgodnie z ich popularnością.

Oodls

Mało który specjalista od marketingu pozostawia swoje teksty bez grafiki. Czytelnicy nie chcą wyłącznie samego tekstu, ale pragnął jeszcze dodatkowego odniesienia w postaci zdjęcia, które natychmiast zasugeruje im temat artykułu czy sensu contentu. Problem polega na tym, że to znacznie zwiększa koszty, ponieważ darmowe zdjęcia nie są zbyt dobrej jakości, a płatne stocki są coraz droższe. W odpowiedzi przychodzi szkocki startup Oodls. Ich pomysłem było darmowe pozyskiwanie zdjęć użytkowników Instagrama. Wielu publikuje je ot tak po prostu i mieliby niebywałą przyjemność podzielenia się grafikami z innymi w internecie. Wszystko jest oczywiście darmowe, co jest główną zaletą tej idei.

Crello

Wyszukałeś już odpowiednie zdjęcie doskonale obrazujące publikowany przez ciebie content, ale warto by było coś przyciąć, dodać ramkę, a może rozjaśnić? Nie ma najmniejszego problemu! W tym zadaniu bezpłatnie pomoże ci Crello. W stu procentach to narzędzie potrafi zastąpić znaną przez wszystkich Canvę, dlatego gorąco je polecamy.

Biteable

Z pewnością nie trzeba cię przekonywać, że treści nie sprzedają się w internecie tak dobrze, jak materiały wideo lub animacje. Nie musisz być profesjonalnym grafikiem, aby samodzielnie je publikować i dostosowywać do własnych potrzeb. Dobrze posłuży ku temu video maker, który jest łatwy w obsłudze i pozwala uzyskiwać naprawdę oczekiwane rezultaty.

Easelly

We współczesnym marketingu doskonale przyjęły się także infografiki, które szybko i w dziecinnie prosty sposób przekazują skomplikowane treści. Nierzadko są dużo lepsze w odbiorze, niż długie contenty, dlatego tak doceniają je internauci. Ich tworzenie może się wydawać bardzo trudne dla niewprawionych użytkowników, jednak tutaj przyda się Easelly. Dzięki niemu stworzysz szablony, porównania oraz tablice, a to wszystko oczywiście za darmo.

04
Gru

4 pomysły jak zwiększyć sprzedaż przed świętami?

Grudzień, jak żaden inny miesiąc, generuje zwykle ogromne dochody dla firm i sklepów z wielu branż. Zgodnie z tradycją, kupujemy sobie prezenty, obdarowujemy się wzajemnie bez względu na swój wiek, płeć czy poziom społeczny. Trzeba to wykorzystać poprzez kilka chwytów marketingowych, jakie co roku się sprawdzają.

1.Odwołuj się do emocji

Zgodnie z badaniami Deloitte, Polacy w okresie świątecznym są skłonni (i rzeczywiście wydają) większe sumy pieniędzy. Nie są to tylko sklepy stacjonarne, ale także internetowe, nawet jeśli ich branża bezpośrednio na to nie wskazuje. Musisz więc, w miarę szybko zaznaczyć, że oto właśnie zbliżają się święta, czas czynienia sobie podarków i odwołując się do tradycji, lampek choinkowych, miłej atmosfery, Bożonarodzeniowego drzewka powoli kreować klimat świąt także we własnym sklepie. Konieczne jest wówczas wzmożone działanie na profilach społecznościowych poprzez każdorazowe nawiązywanie do tej tradycyjni. Klienci kupują emocjami i podejmują decyzje zakupowe w ciągu kilku pierwszych chwil, jeśli tylko ich coś do tego zainspiruje, np. przyjemny filmik prezentujący świąteczne przygotowania i rodziną krzątaninę.

2.Gift Guides

Znowu jakieś angielskie określenie, które ma nam zapewnić doskonałą sprzedaż? No cóż, nie ma się co dziwić, bo Gift Guides stosowane jest głównie w Stanach Zjednoczonych. Na czym to polega? Otóż musisz zacząć tworzyć treści, które kategoryzują twoje produkty w sklepie internetowym, a tym samym stają się przewodnikiem dla ludzi, którzy szukają prezentu dla konkretnej osoby. Dzielimy więc je np. na „Top 10 prezentów dla dwulatka” lub „Pomysły na prezent dla żony” itp. Warto zaproponować również listę produktów dostępnych w określonym przedziale finansowym, np. „5 prezentów do 50 zł”. Twórz przy okazji poradniki prezentów i podpowiadaj niezdecydowanym, jakie „prezenty od Mikołaja” mogliby znaleźć w Twoim sklepie dla męża, żony, dziecka, dziadka czy dalekiej krewnej.

3.Twórz rankingi

Obserwuj statystyki, nie tylko na twojej stronie czy w sklepie, ale także na innych witrynach. Może do tego służyć choćby narzędzie Google Trend, które wskazuje jakie są najczęstsze zapytania (także prezentowe) dla danego regionu, kraju czy grupy odbiorców. W ten sposób będziesz mógł tworzyć rankingi podpowiadając klientom, co się teraz kupuje, jakie prezenty są modne i w które warto zainwestować. Przecież wiesz, że ludzie często lubią naśladować swoich sąsiadów.

4.Recenzje produktów

Samodzielnie twórz recenzje produktów dostępnych w twoim sklepie. Możesz tez zaprosić jakieś autorytety, aby wypowiedziały się w jednym z filmików na temat konkretnego produktu, jaki oferujesz. Zyskasz nie tylko popularność, ale także wiarygodność i zaufanie, ponieważ twoje produkty staną się niejako żywe, będą prezentowane on air, a klienci będą się mogli zapoznać z nimi nie tylko poprzez zdjęcie i opis. Zobaczą go z każdej strony i ocenią czy to najlepszy prezent od Mikołaja.

29
Lis

Chatbot – historia, działanie i zastosowanie, czyli jak sztuczna inteligencja weszła do mainstreamu

Chatbot to program, którego zadaniem jest zastąpienie człowieka w szeroko rozumianej obsłudze użytkowników. Może odpowiadać na pytania internauty, prezentować ofertę, dopasowywać ją do zindywidualizowanych potrzeb, czy też wspierać podczas składania zamówień. Najlepsze programy same zadają pytania oraz inicjują rozmowy. Celem twórców chatbotów jest sprawienie, aby użytkownicy mieli wrażenie kontaktu z człowiekiem. W pierwszej części artykułu przybliżającego temat chatbotów skupimy się na tym, jak działają te programy oraz jak rozwijały się na przestrzeni lat.

Wczesne początki, późny rozwój

Dopiero w ostatnich kilkunastu latach sztuczna inteligencja zaczęła odgrywać ważne role w codziennym życiu przeciętnych ludzi. Mamy dziś do dyspozycji inteligentne telefony, czy aparaty przewidujące nasze oczekiwania i dostosowujące się do warunków otoczenia. Urządzenia uczą się na zachowaniach użytkowników, doskonale dostosowując się do naszych zwyczajów. Jednym z czynników świadczących o przyspieszonym rozwoju AI są coraz sprawniej działające chatboty, których historia zaczyna się jednak o wiele wcześniej, podobnie jak historia sztucznej inteligencji.

Początki chatbotów są związane z postacią Alana Turinga, geniusza zwanego ojcem komputera, czy też informatyki w ogóle. Pragnąc udowodnić inteligencję maszyny, która miała polegać na jej zdolności uczenia się, już w latach 50. XX wieku stworzył on tzw. test Turinga, który do dziś stosowany jest w celu ewaluacji efektywności chatbotów. Natomiast pierwszy program, który można nazwać chatbotem, został stworzony w roku 1966 przez Josepha Weizenbauma. Pierwszy chatbot – nazwany ELIZA – był dosyć prymitywny. Jego działanie opierało się na przekształcaniu stwierdzeń użytkownika w pytania, co rzeczywiście sprawiało wrażenie kontaktu z człowiekiem, jednak nie miało praktycznego zastosowania. Na powstanie przełomowego, inteligentnego chatbota trzeba było czekać aż do roku 1995. Wtedy to pojawił się program ALICE, który pod względem trafności odpowiedzi znacząco odstawał od swoich poprzedników. W XXI wieku rozwój chatbotów postępuje bardzo szybko, programy coraz lepiej radzą sobie z maszynowym uczeniem, powstają coraz lepsze algorytmy, a sprawność systemów i zasobność serwerów pozwalają chatbotom zbierać i wykorzystywać olbrzymie ilości danych.

Jak działa chatbot?

Dzisiaj prace nad rozwojem chatbotów podążają różnymi ścieżkami, co sprawia, iż programy są mocno zróżnicowane. Postaramy się jednak przybliżyć główne mechanizmy, które wykorzystują te inteligentne programy.

Pierwsze chatboty, takie jak ELIZA, wykorzystywały otrzymaną wiadomość, aby przekształcić ją w pytanie, co miało sprawiać wrażenie kontaktu z człowiekiem. Dzisiaj nadal można natknąć się na tego typu programy, jednak jak już wspomniano, nie są one zbytnio przydatne. Bardziej zaawansowane chatboty, popularne i przydatne, działają dzięki znajomości bazy słów kluczowych, a następnie ich rozpoznawaniu w wiadomościach użytkownika. W reakcji na frazę lub frazy algorytm generuje konkretną odpowiedź. Przykładowo, w programie wskazującym połączenia komunikacyjne użytkownik wpisuje nazwę przystanków, a system w odpowiedzi podaje numer łączącego je autobusu, pociągu czy tramwaju.

Nowoczesne chatboty – prawdziwa sztuczna inteligencja

Opisany powyżej mechanizm zapewnia jedynie obsługę na najbardziej podstawowym poziomie. Bardziej inteligentne chatboty są jednak w stanie udzielać precyzyjnych odpowiedzi na zróżnicowane pytania, a nawet same inicjują i prowadzą rozmowy. Jak to możliwe? Kluczową rolę odgrywa uczenie maszynowe, charakterystyczne dla coraz większej liczby programów typu chatbot. W tym przypadku uczenie maszynowe polega na zapisywaniu i analizowaniu przez system własnych odpowiedzi, rozmów z użytkownikami, a także zachowań internauty w odpowiedzi na działania programu. Chatbot analizuje olbrzymie ilości fragmentarycznych danych, wyciągając z nich wnioski. Przykładowo, chatbot konstruujący ofertę na podstawie odpowiedzi użytkownika na zadane przez program pytania może zapisywać wymianę wiadomości, uwzględniając wypowiedzi obu stron. Dokonując tego z tysiącami rozmów, jest w stanie sprawdzić, jakie schematy, wypowiedzi i odpowiedzi najczęściej prowadziły do skorzystania z zaprezentowanej finalnie oferty. Innymi słowy, chatbot analizuje, które jego akcje prowadzą do najlepszego dopasowania oferty do klienta. Tym samym staje się coraz efektywniejszy, stosując najskuteczniejsze działania, a rezygnując z tych, które nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.

Analogicznie do uczenia maszynowego chatboty analizują również język. Program bierze pod uwagę styl wypowiedzi użytkowników, dostosowując do niego swoje wiadomości. Ponadto, analizuje wymiany wiadomości, wnioskując, jakie frazy, słowa i zdania okazywały się w przeszłości najlepszymi reakcjami na poszczególne pytania, czy twierdzenia użytkowników.

Co nas czeka?

Już dzisiaj śmiało można stwierdzić, iż chatbot reprezentuje sztuczną inteligencję, która staje się coraz ważniejsza w codziennym życiu. Jak na razie programy wciąż popełniają błędy, nie zawsze rozumiejąc użytkowników, czy też formułując nieraz nielogiczne odpowiedzi. Z drugiej strony, przecież człowiek również jest omylny, nieustannie popełnia błędy, niepoprawnie analizuje wypowiedzi, a co gorsza często nie wyciąga z tego wniosków. Różnica jest zatem taka, że o ile ludzki mózg zdaje się nie mieć możliwości pokonania pewnych ograniczeń, o tyle chatboty już niedługo mogą zminimalizować zakres błędu do minimum.

Wiedząc, czym są chatboty i jak działają, zapewne chcielibyście się dowiedzieć, do czego warto je wykorzystać i jakie płyną z tego korzyści. Już niedługo na blogu pojawi się druga część artykułu, w którym pokażemy Wam, dlaczego chatboty są tak gorącym tematem i czemu ich potrzebujecie.

22
Paź

Kiedy wstawić wpis na Facebooku, Instagramie?

Treść publikowanych wpisów to oczywiście jeden z istotniejszych elementów sukcesu, ale co jeszcze jest ważne, aby przyciągnąć uwagę odbiorców? Otóż liczy się także pora wstawienia wpisu, a więc moment, kiedy największa ilość odbiorców zaczyna grasować w internecie. Wirtualny świat jest oczywiście dostępny dla nas całą dobę, ale można przypuszczać, że w pewnych godzinach serwowanie staje się bardziej intensywne. Są to tzw. godziny szczytu, kiedy niemal palą się złącza!

Kiedy Ty przeglądasz swój profil?

Wielu ludzi loguje się na swoim facebookowym profilu tuż po otwarciu oczu. Zgodnie ze statystkami, lubimy przeglądać nowości na naszych profilach społecznościowych będąc jeszcze w łóżku lub podczas porannej kawy. W nocy mogło się wiele wydarzyć, więc nad ranem w wirtualnym świecie aż roi się od wszelkich newsów i gorących, jeszcze ciepłych fotek znajomych. Tę wiedzę mogą wykorzystać osoby zawodowo zajmujące się obsługą kont firmowych w serwisach społecznościowych. Dobrze jest zatem przygotować jakiś post i zaplanować jego wstawanie w godzinach porannych, najlepiej między 7 a 9. Inne popularne godziny to 19-21, kiedy to większość ludzi uporała się już z wszystkimi obowiązkami dnia codziennego i bez wyrzutów oraz dla relaksu może odwiedzić profile społecznościowe. Późniejsze pory są już przeznaczone dla „nocnych Marków”, dlatego nie można na nie stawiać. Co ważne, nad ranem użytkownicy chętnie zapoznają się z contentem graficznym. Jest on dla nich mniej wymagający w odbiorze, kiedy umysł jeszcze do końca się nie przebudził. Uwaga więc dla speców od mediów – mniej tekstu, więcej atrakcyjnej grafiki na rano!

A jak jest w dni wolne i święta?

Każdy z nas lubi sobie troszkę pospać, jeśli jest to dzień wolny od pracy oraz innych obowiązków. Nie ma się więc co dziwić, że czas, w którym zapoznajemy się nowymi postami w mediach społecznościowych ulega zmianie. W soboty i niedziele największy ruch na Facebooku przypada na godziny 12-13. Wówczas to możemy liczyć na najwięcej odwiedzin naszego profilu, a informacja zamieszczona w poście trafi do szerszego grona odbiorców.

A jak jest na Instagramie?

Tutaj mamy nieco inną sytuację. Według doniesień, na Instagramie najlepsze dni do zamieszczania postów to poniedziałki, środy i czwartki. Trudno powiedzieć skąd taka zależność, więc może lepiej nie do końca wierzyć w statystki i zacząć samodzielnie eksperymentować badając, kiedy policzymy najwięcej odsłon. Podobno największą ilość odczytać zanotujemy w godzinach 11-13 i 19-21. Powszechni użytkownicy lubią zamieszczać swoje zdjęcia w godzinach szczytu, czyli 15-16, a więc trzeba mieć wówczas na uwadze spore utrudnienia związane z ładowaniem fotek. Filmy poleca się zaś ładować dopiero po 21, kiedy internet się nieco wycisza. Twitter to już całkowicie inna historia, więc może napiszę o tym w kolejnych artykułach. Tam, aby zyskać odbiorców warto postować dwa razy w ciągu dnia wykorzystując te same teksty.

08
Sie

Zrób selfie z wakacji – ale po co?

Zdjęcia zupy w restauracji, drinka czy nowej deskorolki są nam już bardzo dobrze znane. Chyba nie ma sytuacji, jakiej nie można by było sfotografować i umieścić na Facebooku, poza tymi, które ten portal chętnie cenzuruje. Nikogo więc nie zdziwi cała masa selfie z wakacji. Tylko po co właściwie użytkownicy oddają się takim praktykom?

Wakacyjne selfie ma wzbudzać zazdrość

Selfie ma wzbudzić zazdrość u innych. Spędzanie wakacyjnego urlopu w dalekim zakątku świata stało się obecnie zwyczajnie modne. Namiot nad jeziorem z grupką najlepszych przyjaciół już na nikim nie robi takiego wrażenia, jak wcinanie robaków w tajlandzkiej restauracji czy chodzenie boso po amazońskiej puszczy. Musi być ekstrawagancko, na granicy szaleństwa, ciekawie i wyjątkowo. Takie jest dzisiejsze selfie z wakacji, bo jak urlop, to musi być przecież jedyny w swoim rodzaju!

Internauta na wakacjach

Millenialsi to pokolenie ludzi liczących sobie 18-34 lata. Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Allianz Travel Insurance to większość mężczyzn z tej grupy wiekowej pragnie zabłysnąć fotkami z wakacji wśród znajomych. Udostępniane są te zdjęcia, na których wygląda się najlepiej (58%), natomiast fotki mające na celu ukazanie pejzażu lepszym, niż on był w rzeczywistości zamieszcza aż 52% z nich. Ponadto 27% pragnie wzbudzić wstawianymi zdjęciami zazdrość wśród swoich przyjaciół czy znajomych. Bardzo podobne wyniki uzyskano badając zachowania pokoleń generacji X (35-54 lata) oraz Baby Boomersów (+55 lat).

Oszukujemy i jesteśmy oszukiwani

Niejednokrotnie wstawiamy zdjęcia z wakacji, by zauroczyć nimi innych przebarwiając nieco i upiększając zaistniałe wydarzenia. Chcemy wyglądać ładniej, na co pozwalają nam narzędzia do obróbki zdjęć, ale to samo robimy też z pejzażami. Sytuacja, jaka stała się naszym udziałem również nie musi być tak wesoła, jak uśmiechy uwiecznione na zdjęciach. Ponad połowa badanych publikuje swoje wakacyjne zdjęcia z takim właśnie zamierzeniem, aby nieco ukoloryzować rzeczywistość. Ta sama grupa użytkowników daje się równocześnie nabrać na taki sam zamiar innych internautów. Jesteśmy więc zupełnie bezbronni wobec Photoshopa itp. programów, ale także osobistych póz, jakie chętnie przyjmujemy.

Planowanie podróży z Facebookiem

Portale społecznościowe to dziś bardzo częste źródło inspiracji do podróżowania. Ponad połowa Amerykanów twierdzi, że to właśnie zdjęcia innych użytkowników oraz umieszczane przez nich posty stanowią doskonałą inspirację do planowania kolejnych urlopów. Biorą oni przykład także z Instagrama (35%), Pinteresta (19%), Twittera i Snapchata (po 13%). Warto wspomnieć, że mężczyźni częściej dają się ponieść zdjęciom publikowanym na Twitterze, a kobiety na Pintereście. Czyżby więc portale społecznościowe spełniały lepszą funkcję w promowaniu wakacyjnych wyjazdów, aniżeli dedykowane reklamy, za które suto płacą biura podróży? Coraz więcej pojawi się zatem bloggerów podróżników, którzy za spędzanie cudownych wakacji otrzymają jeszcze wynagrodzenie.

04
Lip

Facebook handluje naszymi danymi?

Nie trzeba być nad wyraz bystrym, aby wiedzieć, że nasze dane personalne mogą być cenne. Zainteresowanych ich użytkowaniem nie brakuje, ale skąd można je pozyskać w najpełniejszej formie? Oczywiście to Facebook jest chyba najpopularniejszą platformą, na której chętnie umieszczamy wszystkie informacje o nas samych, choćby te prywatne. Jeśli w porę się przed tym nie otrząsnęliście, to przyszedł już na to najwyższy czas.

Korzystna wymiana danych personalnych

Jeszcze do niedawna wydawać by się mogło, że nikogo nie interesuje czy jesteśmy w związku, jaką mamy historię znajomości i co jest naszą pasją. Okazuje się jednak, że ciekawe może być dokładnie wszystko, co tylko nas dotyczy. Facebook przyznał się, że w ciągu ostatnich 10 lat rozpoczął współpracę z 60 firmami. Były to między innymi firmy produkujące smartfony, jak Blackberry, Apple, Samsung czy Microsoft.

Dlaczego doszło do wymiany danych?

W początkowej fazie tworzenia aplikacji, takich jak Messenger, konieczna była ścisła współpraca z producentami systemów operacyjnych, aby możliwe było funkcjonowanie tych aplikacji na konkretnych modelach telefonów. Oczywiście, zastrzeżono opcję eksploatowania informacji personalnych przez danych producentów telefonów. Chodziło głównie o konkretne ankiety, które miały być pomocne do wykorzystywania funkcjonalności tych aplikacji. Czy jednak na pewno nikt nie pokusił się o użytkowanie danych personalnych, jeśli już miał do nich odstęp? Tego nie wiemy, ale niestety możemy się domyślać.

To jak z tymi danymi?

Facebook odpiera zarzuty związane z udostępnianiem danych swoich użytkowników przez firmy produkujące telefony komórkowe. Twierdzi, że takie sytuacje nie miały miejsca, bynajmniej z tego, co jest im wiadomo. Wydaje się jednak, że panowie mogli się zwyczajnie dogadać między sobą, zrobić to za zamkniętymi drzwiami i wykorzystywać poufne informacje, jak im się tylko żywnie podobało. Czy ktoś mógł im tego naprawdę zabronić?

Aplikacja MyPersonality

Co jakiś czas pojawiają się kolejne wątpliwości dotyczące innych aplikacji Facebooka. Tym razem chodzi o MyPersonality, która powstała w 2007 z inicjatywy Davida Stillwella. Narzędzie to wykorzystywane było do przeprowadzania badań psychometrycznych i pobrało dane od ponad 6 milionów użytkowników. Niemal połowa z nich dała jej dostęp do własnego profilu Facebooka. Ten proceder mógł trwać wiele lat, więc nie wiadomo, do czego posłużyły wszystkie informacje, jakie udało się pozyskać. Obecnie trwają prace na ustaleniem, co rzeczywiście miało miejsce. Czy jednak można to jeszcze jakość naprawić? Wydaje się, że nie. Przecież dane, które wyciekły i tak trafiły już dawno w niepowołane ręce i zostały wykorzystane. Tego zdarzenia się już nie cofnie, a Facebook może teraz tylko pomachać szabelką i zagrozić zakończeniem współpracy z firmą. Tak to się zazwyczaj kończy, więc może zastanówmy się kilka razy zanim udostępnimy coś na Facebooku. Czy rzeczywiście warte jest informowanie świata o swoim obecnym partnerze, posiadanym samochodzie czy ilości dzieci?

05
Cze

Snapchat pogrąża się w kryzysie

Wszyscy z pewnością słyszeli o popularnej aplikacji społecznościowej na urządzenia mobilne, czyli Snapchat. Czy jednak chętnie z niej korzystamy? Z opublikowanych ostatnio danych jasno wynika, że liczba użytkowników Snapchata drastyczne spadła. Głównym powodem jest na pewno nowa aktualizacja, która zmienia interfejs. Jaka jest więc rzeczywistość?

Aktualizacja przyczynkiem do kryzysu

Przyszłość Snapchata nie ma jasnych kolorów. Instagram oraz Messenger królują, mają się świetnie i notują spore wzrosty. Kto by pomyślał, że strzałem w kolano dla Snapchata stanie się nowa aktualizacja? Swoją drogą, można by zapytać, dlaczego brnąć w nowe, skoro stare ma się dobrze? No i stało się. Użytkownicy jasno oświadczyli za pomocą petycji podpisanej przez 1,3 miliona osób i wysłanej do zarządu Snapchata, że domagają się powrotu do stanu sprzed aktualizacji. Wyraźnie nie chcieli tak odmienionego interfejsu, a także podziału jaki został wprowadzony w sekcji kontaktów. Rozdzielono treści na te tworzone przez celebrytów, znajomych oraz marki. Chciano ułatwić, ale się zwyczajnie nie powiodło.

Dlaczego warto słuchać odbiorców?

Petycja użytkowników nie spotkała się z przychylnym odbiorem reprezentantów Snapchata. To był kolejny błąd, ponieważ aplikacje społecznościowe tworzone są przecież wyłącznie dla nich. Widać, że w pewnym momencie Snapchat zakochał się sam w sobie i zdecydowanie dał się ponieść swojemu egocentryzmowi. Boleśnie to potom odchorował, ponieważ zgodnie ze statystykami, ilość odbiorców Snapchata spadła do poziomu sprzed dwóch lat. Z pewnością trudno będzie więc odbudować to grono zaufanej społeczności. Snapchat ugiął się i zrezygnował z aktualizacji nieco za późno, kiedy wykresy poszybowały już w dół. Na słabe notowania Snapchata wpłynęły także komentarze celebrytów, w których stawiali jasne zapytanie: „czy ktoś jeszcze korzysta w ogóle ze Snapchata?”

Użytkownicy Snapchata

To, co miało być główną zaletą Snapchata przez niektórych bywa odbierane jako wada. Mowa tu o znikających wpisach i zdjęciach, których później nie da się już odtworzyć. Pewnie dlatego docelowymi odbiorcami aplikacji mieli być, zgodnie z zamierzeniami, nastolatkowie. Okazało się jednak troszkę inaczej, ponieważ aż 1/3 użytkowników to potencjalni rodzice. A jeśli jest to doskonałe narzędzie zdrady, ze względu na znikające treści? Aż 36% osób, które korzystają z aplikacji są w wieku 18-24 lat. Ponad 60% wszystkich użytkowników przyznaje, że chętnie wysyła treści opatrzone różnymi filtrami, jak na przykład: „lanses- wymiotuję tęczą”. To bardzo ciekawe udogodnienia, dzięki którym być może Snapchat jeszcze oddycha. Niedawno wprowadzono jednak nowy sposób wyświetlania reklam. Są niemal żywcem ściągnięte z platformy YouTube, a więc można je pominąć dopiero po 3 sekundach. Przymus oglądania treści, które wcale nam nie odpowiadają na pewno odbije się trochę na wskaźnikach. Czy Snapchat może sobie jednak pozwolić na kolejny spadek zainteresowania?