Tag: marka

07
paź

Autentyczność marki na tle trendów w social mediach

Autentyczność to wciąż jeden z najsilniejszych „motorów napędowych” w świecie sprzedaży. Jeśli firma jest postrzegana za prawdziwą, wzbudza większe zaufanie, a jej przesłania mają moc i mogą porywać tłumy. W social mediach coraz trudniej zachować autentyczność marki. Może ona oznaczać po prostu nudę, a nuda na portalach społecznościowych jest niedopuszczalna. Jakie są obecne trendy w mediach społecznościowych i jak na ich tle pozostać sobą w biznesie?

„Zwykłe” posty na social mediach już nie tak skuteczne?

Obserwując swoje konto biznesowe na social mediach, można dojść do wniosku, że tak zwani fani, czyli osoby, które polubiły profil, nie zawsze są tymi, którzy kupują najczęściej. Można więc dojść do wniosku, że organiczny ruch w mediach społecznościowych nie przynosi spodziewanych korzyści i wypadałoby się ograniczyć do zamieszczania płatnych postów.

Jednak takie działanie przynosi zwykle więcej szkód niż pożytku. Dlaczego? Ponieważ odbiorcy przyzwyczaili się, że strona jest aktywna i że wysyła komunikaty, które są naturalne w ich odczuciu. Ograniczając komunikację organiczną, można niechcący wysłać sygnał, że firma prowadzi konto np. na Instagramie, czy na Facebooku głównie po to, żeby na nim zarabiać. Natomiast firmy nie bardzo interesuje to, co ludzie piszą pod postami i czy więcej osób „polubi” konkretną wiadomość, czy nie.

Najlepiej więc wciąż łączyć wyniki organiczne z płatnymi. Niemniej w okresie, kiedy nie przynosi to zbyt dużych korzyści, może lepiej zmniejszyć częstotliwość, z jaką zamieszcza się posty. Zamiast pisać, żeby pisać, zdecydowanie korzystniej przygotować ciekawy format treści, które będą np. zapowiadać nową ofertę lub usługę z mniejszym lub większym wyprzedzeniem.

Jeśli firma zbyt mocno zmieni swoje „zachowanie” na social mediach pod tym względem, może stracić zaufanie odbiorców, którzy polubili jej profil. Niezależnie od tego, kto kupuje, polubionym wyświetlają się treści z obserwowanych stron, które przegląda się raz z większych zainteresowaniem, raz z mniejszym, ale przegląda.

Czy analizowanie „słupków” popularności reklam ma sens?

Niekiedy okazuje się, że popularne reklamy, czyli te, w które „klika się” najczęściej na social mediach, nie przynoszą oczekiwanych efektów. Firmy jednak inwestują w nie „grube” pieniądze, ponieważ z analizy danych wynika, że dzięki nim marka staje się bardziej rozpoznawalna, a rozpoznawalność przekłada się na wzrost sprzedaży. Na mediach społecznościowych taki tok myślenia nie zawsze odzwierciedla rzeczywistość, tym sam nie zawsze popłaca.

Warto wziąć pod uwagę również inne dane, które przydałoby się przeanalizować. Mianowicie to, jak klikanie w reklamy przekłada się na realną sprzedaż. Często okazuje się, że to te najmniej popularne, w które społeczność social mediów klikała najrzadziej, przynosiły największy zysk. Być może ma to związek z nachalnością popularnych reklam lub tego, że jest ich za dużo, że wyświetlają się zbyt często. Ludzie są bombardowani różnymi formami reklam i stali się na nie wyczuleni. Również dlatego, że na social mediach częściej niż gdziekolwiek indziej można natknąć się na osoby, które same korzystają z różnych form promocji. Dlatego też ci odbiorcy nie są tak „podatni” na sugestywność reklam, jak internauci, którzy na przykład przeglądają firmowego bloga, czy oficjalną stronę przedsiębiorstwa.

Warto więc nie myśleć o kontaktach na social mediach na zasadzie głównego źródła dochodu, ale jak na dodatek. W dzisiejszych czasach coraz częściej sprawdza się powiedzenie, że „mniej znaczy więcej” – może zatem, zamiast rozsyłać milion takich samych reklam, podzielić tę pulę na trzy i bardziej je spersonalizować lub dodać inną treść, która odsłaniałaby inne zalety oferty bądź produktu.

Można w tym przypadku zachować autentyczność marki, kierując się zasadą, że lepiej serwować odbiorcom walory swojej oferty w mniejszej dawce, jednak konkretnie i oryginalnie niż decydować się na „masową formę promocji”. Przykładem tego drugiego wariantu jest „przeklejanie” treści z bloga firmowego na social media, bez dodawania jakichkolwiek akcentów, które byłby właściwe dla tego specyficznego środowiska.

Dyplomacja, dyplomacja, dyplomacja… i co z tego wyniknie?

Gdy przedsiębiorstwo zamyka się na pozostałych, skupiając całą uwagę na tych, którzy należą do lojalnych grup, można stracić obraz całości. Trudno zachować autentyczność, jeśli firmę w ogólnym zarysie postrzega się jako markę „niewidzącą poza czubek swojego nosa”. Takie wrażenie pojawia się, gdy instytucja reaguje tylko na dobre komentarze, ignorując złe.

Z drugiej strony podział na social mediach jest widoczny gołym okiem, a wszystko przez… poprawność polityczną. Są ludzie, którzy mają swoje zdanie i go nie zmienią, niezależnie od tego, jak duży wycinek prawdy udało im się poznać. Do tego dochodzą tak zwane fake newsy, które również mogą wprowadzić zamieszanie i sprawić, że marka „straci twarz”. Co gorsze, na social mediach takie nieprawdziwe informacje „prostuje się” bardzo wolno w porównaniu z tym, jak szybko się one rozprzestrzeniają.

Zatem gdy uda się już obalić fake newsa, zdąży on napsuć wiele krwi i spowodować nieodwracalne straty. By zachować autentyczność, firma musi wiedzieć, co się dzieje w mediach społecznościowych i jakie fake newsy, czy informacje godzące w jej wizerunek krążą w tym wirtualnym środowisku. Powinna też w odpowiednim tonie reagować na nie tak szybko, jak to możliwe.